Kampania reklamowa Nimfomanki w Polsce

nimfomanka-plakat„Nimfomanka” Larsa von Triera gości już na polskich ekranach niemal dwa tygodnie. Sam szum wokół produkcji zaczął się, gdy duński „mistrz kontrowersji” ledwo zapowiedział ten projekt. Wystarczyło hasło: „porno z gwiazdami” i od razu każdy o tym mówi. Szczegóły są nieistotne, a seks zawsze dobrze i łatwo się sprzedaje, prawda?

Na początku października 2013 świat obiegło (może nawet już „słynne”) 14 plakatów z obsadą „Nimfomanki”. Nie jakieś tam fotki z planu, tylko 14 aktorskich orgazmów. Interesująca kolekcja, która mnie osobiście w żaden sposób nie zszokowała. Po „Idiotach”, „Antychryście” i kwiecistej mowie z cyklu „rozumiem Hitlera”, von Trier musi się bardziej postarać.

Ta dość obrazowa forma promocji skutecznie zwróciła na siebie uwagę i rozeszła się szybko po wszystkich portalach. Sam jestem wielkim fanem pełnych serii posterów z bohaterami filmów. Tylko nie odpicowanych na full-photoshop-HD à la pozbawione pomysłu „Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia”. Wolę klimat dwóch „Mrocznych rycerzy” – Joker, Bane i te sprawy.

nimfomanka-plakaty

W połowie grudnia duńscy krytycy postanowili zareklamować tegoroczną edycją nagród – „Bodil 2014” (takie lokalne „Orły”, „Niedźwiedzie” i niech już będzie, że „Oscary”). Jak to zrobili? Zebrało się ich dwunastu (6 pań i 6 panów) i pojechali po bandzie.

nimfomanka-dunscy_krytycy

Efekt? Genialna parodia „Nimfomanki”. Ekspresywne grymasy do granic możliwości. Luz oraz dystans do siebie dały w efekcie grafikę tak przerysowaną, że widząc ją, nie sposób się nie uśmiechnąć. Panie nie miały żadnych problemów z orgazmem, dzięki czemu to właśnie one nadały wyrazisty akcent temu banerowi. Panowie wypadli słabiej (wyjątkiem jest groteskowy wręcz krytyk nr 2 – ten, co przypomina Harry’ego Knowlesa z Ain’t It Cool), ale taki układ mi odpowiada. W ogóle sam fakt wyciągnięcia z cienia na światło dzienne krytyków i ukazanie ich niczym gwiazdy produkcji jest wprost genialny.

Gutek Film – dystrybutor filmu w Polsce – uznał, że warto zrobić coś w tym stylu w ramach promocji filmu. Podobno pomysłodawcą był jeden z dziennikarzy. Ok, tylko jak się za to zabrać?

Checklista:

  • Zagraniczny wzorzec – jest.
  • Nowatorski (jak na polskie standardy reklamowe filmów) pomysł – jest.
  • Ekipa zdjęciowa – żaden problem.
  • Czy to muszą być krytycy? Tak! – syntax error…

8 stycznia światło dzienne ujrzał rezultat powyższego planu. Wszystko pozornie wypadło dobrze, ale…

nimfomanka-polscy_krytycy

Po obejrzeniu tego plakatu, zwyczajnie wzruszyłem ramionami. Oczywiście chwilę później zacząłem się zastanawiać, dlaczego to się nawet nie umywa do duńskich krytyków i stąd ten wpis. W między czasie kilka „dużych”, polskich portali zarzuciło newsem, który szybko zniknął i to by było na tyle. Co poszło nie tak?

  1. Proporcje. Tylko 8 osób: 3 panie na aż 5 facetów. Zdecydowanie za dużo „testosteronu”, a za mało kobiecego piękna. Czyżbyśmy mieli u siebie tak mało „krytyczek”? Na szczęście niewiele osób widziało ten plakat, bo jeszcze poleciałyby oskarżenia o seksizm i promowanie wyłącznie męskich orgazmów. No co? W Polsce wszystko jest możliwe.
  2. Kompozycja i kadrowanie. W przypadku plakatów filmowych oraz duńskich krytyków, uwagę od razu przykuwają mocno wyeksponowane twarze. Natomiast po tej polskiej błądzi się spojrzeniem i nie wiadomo na czym oko zawiesić. Nie ma w tym żadnej drapieżności, ani mrugnięcia okiem. Brakuje porządnego, kobiecego…
  3. Orgazmu. Strasznie słaby. Bartosz Żurawiecki i Paweł T. Felis mogliby z powodzeniem stanąć obok krytyków z północy, a reszta? Zapadła w sen zimowy. Zaborski, Jaźwiński i Zuchora wypadli jak Udo Kier – gdzieś pomiędzy śmiercią, a popołudniową drzemką. Dorota Chrobak i Piotr Szarłacki próbują, ale towarzystwo ciągnie ich w dół. Anna Tatarska – celowo na koniec – z przykrytymi włosami przypomina pozę Stacy Martin z plakatów. Po lekturze komentarzy w Internecie można stwierdzić, że tylko ona rozpaliła publikę. Bynajmniej nie swoimi tekstami. A jak mi ktoś powie, że od krytyków nie ma co wymagać „gry aktorskiej”, to go wykopię do Danii. Nie wiem jak powstawała ta sesja zdjęciowa, ale „modele” okazali się strasznie wstrzemięźliwi.
  4. Krytycy. Kluczowe pytanie: czy na tym plakacie musieli być krytycy? Odpowiem na nie w późniejszej części tekstu.

Kampania reklamowa „Nimfomanki” skończyła się, zanim na dobre się zaczęła. Próba ta nie odbiła się echem, a przynajmniej nie znalazłem nikogo z „wielkich”, kto by poświęcił miejsce na jej omówienie. Trudno. Tylko profilaktycznie proszę: Gutek Film nie zniechęcaj się. Próbowałeś, ale „aktorzy” nie osiągnęli satysfakcji, co widać na zdjęciach. Idź do przodu. Taka forma marketingu jest zdecydowanie lepsza niż samo rozwieszania plakatów po mieście. Przyjdzie jeszcze czas na sukces.

Z tej kampanii wyszły na wierzch dwie negatywne sprawy, które mnie osobiście na swój ironiczny sposób niezwykle śmieszą.

1. „Dziennikarze w reklamie? WTF? Where is… ekhm… wiarygodność?” Zarzut poważny. Z tego powodu propozycję udziału odrzucił Tomasz Raczek, a Piotr Płuciński poświęcił na to swój tekst (polecam lekturę). Różnica między duńskimi, a polskimi krytykami jest taka, że jedni reklamowali edycję nagród przyznawanych w sumie przez nich samych, a drudzy produkt jakim jest film. To było do przewidzenia, że prędzej czy później padnie zarzut na temat „sprzedania się”. Bo co innego robią na plakacie dziennikarze, jak nie reklamują filmu swoją twarzą i nazwiskiem? Ostro. Dlaczego mnie to bawi? Raz, że szczerze wątpię, żeby ten występ miał wpłynąć na ich recenzje, a dwa – że zrobili dokładnie to, na co mogą pozwolić sobie blogerzy – występ w reklamie. Całkiem niedawno była burza i wzywanie przed komisję w dość podobnej sytuacji. I tak z jednej strony dziennikarze w przeważającej większości nie traktują blogerów poważnie, wytykając im właśnie brak wiarygodności z powodu reklamowania produktów, a z drugiej, postępują dokładnie tak samo. Czasy się zmieniają, trzeba tylko to dostrzec.

2. Ilu z tych krytyków znacie? Ja 2/8. Wiem, straciłem wiarygodność jako recenzent – „nie znać rodzimej krytyki?!”. Sory, ale nie założyłem tego bloga, bo uwielbiam i czytam namiętnie polską krytykę, założyłem go dlatego, że za cholerę z żadnym krytykiem nie mogę się chociaż w połowie zgodzić. Wracając do problemu – film reklamują osoby powszechnie nikomu nieznane.

nimfomanka_filmplusminusTu przechodzę do meritum sprawy: duńskich krytyków w ogóle nie kojarzę, a plakat jest świetny. Polskich znam niewielu, a widzę, że się nie postarali. Z tej całej sytuacji płynie więcej minusów niż plusów.

To kto w takim razie powinien być na tych plakatach? Odpowiedź jest prosta: osoby, które zawodowo dbają o wizerunek. Nie, nie są to celebryci, bo oni zawodowo i z zamiłowaniem niszczą swoje nazwiska. A kto profesjonalnie dba o image? Blogerzy. Tak, tworzę tego bloga i jeśli polecam blogerów do współpracy, dla przeciętnego „Kowalskiego” z zasady musi to być mało wiarygodne… Eh.

Zatrzymajmy się przy tym. Czysto hipotetycznie wyobraźcie sobie plakaty stylizowane na film von Triera z: Kominkiem, Fashionelką, Segrittą, Maffashion, Pawłem Opydo. I co? Sekundę po publikacji cała blogosfera będzie o tym mówić, a wraz z nią internauci. Sukces reklamy jest gwarantowany i jeśli tylko wyżej wymienieni by się zgodzili na ten eksperyment, to daliby z siebie wszystko. Żadnych półśrodków. Plus daję sobie klawiaturę uciąć, że gdyby tylko ulubienice portali plotkarskich – „szafiarki” – pokazały się z orgazmem na twarzy w kampanii, od razu trafiłoby to na Pudelka. A go jak wiecie – każdy czyta, tylko nikt się nie przyznaje. Zasięg o jakim można marzyć.

Tak właśnie mogła wyglądać kampania reklamowa „Nimfomanki”.

Na zakończenie post udostępniony na oficjalnym fanpage’u filmu „Nymphomaniac” (wiecie, takim ze znaczkiem – „Zweryfikowana strona”):

nimfomanka_fanpage