Polski box office 2013

Rok 2012 okazał się porażką dla polskich produkcji pod względem frekwencji widzów. Kłótnia wokół „Kac Wawy” i inne przepychanki przelały czarę goryczy, więc Polacy odwrócili się od rodzimego kina. Ogółem sprzedano 38,5 mln biletów, z czego tylko 7 mln na polskie filmy. To 18%, w 2011 ten odsetek był równy (rekordowe jak dotąd) 30%. Za sobą mamy kolejny rok. Jak tym razem wypadli widzowie w polskich kinach?

Na początek wykres obrazujący frekwencję widzów od 2005 roku

Dane na podstawie wyników prezentowanych w omówieniu ogólnym widzów na stronie PISFu.

frekwencja widzów w kinach 2013

Do 2009 była piękna tendencja wzrostowa. 2010 zachwiał ją, ale kolejny rok – to było prawdziwe odbicie się od dna. Z kolei wspomniany 2012 był znowu katastrofą. Również miniony rok, mimo braku kryzysów w branży, nie można zaliczyć do udanych. Według strony PISFu, która z kolei opiera się na wynikach (zamkniętego dla plebsu) serwisu boxoffice.pl, frekwencja na grudzień 2013 wynosiła dokładnie 7.161.080 widzów.

W ostatnim miesiącu roku nie było żadnych większych (ani średnich) premier polskiego kina, więc wynik ten można uznać za niemal ostateczny. Wątpię, żeby przeskoczył on pułap 7,5 mln. Nie trzeba specjalisty, by dostrzec, że nie jest dobrze. Za to trzeba polskich branżowców, by mydlić oczy, że jest coraz lepiej.

Tak prezentuje się lista filmów, które w 2013 przyciągnęły do kin ponad 300 tysięcy widzów.

  1. Drogówka – 1.015.243 widzów
  2. Wałęsa. Człowiek z nadziei – 954.914 widzów
  3. Sęp – 603.777 widzów
  4. Układ zamknięty – 591.136 widzów
  5. Oszukane – 425.630 widzów
  6. Bejbi Blues – 423.228 widzów
  7. Mój biegun – 380.747 widzów
  8. Syberiada polska – 364.989 widzów

Osiem filmów. Dużo, mało? Przekonajmy się.

Przeanalizuję sytuację polskiej kinematografii w 2013 roku, porównując ją z dwoma poprzednimi latami.

polski box office 2013

*Sponsoring, Rzeź, Wenus w futrze nie spełniają mojej definicji „polskiego filmu” żeby uznać je w tym zestawieniu
**Komedie Koterskiego, a komedie polskie to dwa różne gatunki, których nie ma sensu wrzucać do jednego worka

Ad. 2:
2011 – „1920 Bitwa warszawska 3D”, „Baby są jakieś inne”, „Jan Paweł II. Szukałem Was…”, „Uwikłanie” + komedie: „Jak się pozbyć cellulitu”, „Listy do M”, „Los Numeros”, „Och, Karol 2”, „Pokaż kotku, co masz w środku”, „Weekend”, „Wojna żeńsko-męska”, „Wyjazd integracyjny”

2012 – „Bitwa pod Wiedniem”, „Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa”, „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć”, „Jesteś Bogiem”, „W ciemności” + komedie: „Sztos 2”, „Kac Wawa 3D”

2013 – „Drogówka”, „Sęp”, „Tajemnice Westerplatte”, „Układ zamknięty”, „Wałęsa. Człowieka z nadziei” + komedie: „AmbaSSada”, „Last Minute”, „Podejrzani zakochani”

Wnioski: Nieznacznie wzrosła ilość produkcji z potencjałem komercyjnym, choć do wyniku sprzed dwóch lat trochę zabrakło. 41 filmów, z czego 1/5 jest nastawiona na większą publikę. Słabo. W końcu jak nie kręci się filmów dla widzów, to dla kogo? Dobrą wiadomością jest to, że w tej grupie zmniejsza się liczba komedii.

Rozkład widzów w poszczególnych kategoriach

polski box office 2013

Tylko jeden film przebił magiczną granicę miliona widzów. Tak źle było ostatnio w 2009 roku, w którym i tak łączna frekwencja była większa niż w 2013. „Wałęsa. Człowieka z nadziei” zbliżył się do tego wyniku, ale Andrzej „szkoły na to pójdą” Wajda powinien mieć osobną kategorię przy analizie danych.

Polskie filmy przyciągają coraz mniej widzów. Popatrzcie na wiersze 1 i 2. W 2011 mieliśmy 6 filmów, które przebiły granicę 800 tys. widzów. Rok temu dwa i oba powyżej miliona. A teraz? Bardzo kiepsko.

Ciekawym faktem jest brak komedii w czołówce box office’u. Czy teraz łaskawie filmowcy zrozumieją, że kino komercyjne to więcej niż jeden gatunek? Publiczność właśnie pokazała, że w 2013 nie jest jej do śmiechu i pierwsza polska komedia zajmuje dopiero 16 miejsce na liście box office – „AmbaSSada” z 168 tys. widzów. Jeśli przyjmiemy, że cena biletu wynosi 20 zł, to otrzymamy 3,36 mln zł. Połowa trafia do kina, więc zostaje 1,68 mln zł do podziału między producentem, a dystrybutorem. Budżet filmu to 5,3 mln zł. I z czego tu Juliusz Machulski odda te 2,6 mln zł pożyczki do PISFu?

polski box office 2013

Rok „przeciętniaków” to dobre określenie. Polskie filmy się nie sprzedały, jestem jednak daleki od zwalania całej winy na twórców. „Statystyczny Polak” chodzi do kina coraz rzadziej.


Widzowie w polskich kinach

W pierwszym kwartale 2013 do kin poszło ogólnie 10,2 mln widzów. O 8% mniej niż rok temu. Z kolei pierwsze półrocze zamknęło się z wynikiem 17,6 mln – wzrost o 1,5% w stosunku do 2012. Już miałem napisać, że rezultat będzie zbliżony do tego z 2007, czyli jakieś 32-34 mln widzów (źrodło: portalfilmowy.pl), gdyby nie dwie sprawy: Święto Kina 15 grudnia i „Hobbit: Pustkowie Smauga”, który jeszcze pod koniec roku zdążył przyciągnąć 855 tysięcy widzów. Dzięki temu wynik jest lepszy.

Fakty:

  • 2011 – 39,33 mln widzów, z czego 11,8 mln na polskich filmach – 30 %
  • 2012 – 38,5 mln widzów, z czego 7,06 mln na polskich filmach – 18 %
  • 2013 – 35,5 mln widzów, z czego 7,16 mln na polskich filmach – 20 %

Obrazowo ten kawałek tortu wygląda tak:

widzowie w polskich kinach 2013

Jedyną dobrą wiadomością jest, że widownia na polskich filmach, mimo ogólnego spadku, wzrosła w stosunku do zeszłego roku. Owszem, jest to zaledwie skok o 2%, ale to pokazuje, że spadek zainteresowania rytuałem chodzenia do kina nie wpływa negatywnie na frekwencję na polskich filmach. Tu i tylko tutaj mogę z czystym sumieniem powiedzieć: „to sukces”. Poważnie.


 Rozczarowania finansowe

„Sęp” – 603 tysięcy widzów, to dla mnie wynik przeciętny. 800-900 tys. – wtedy byłoby dobrze. Przyczyna: negatywne recenzje. Kłania się „Hans Kloss”, który również został kiepsko przyjęty przez krytyków. W obu przypadkach szedłem do kina z myślą, że obejrzę kiepską produkcję, a dostałem obraz niezły, choć nie wolny od wad.

„Tajemnice Westerplatte” – 177 tys., czyli wybitnie mało jak na kino wojenno-historyczne. Przyczyna: w związku z kontrowersjami, nawet szkoły na to nie poszły. Za to wszyscy są zgodni co do jednego: efekty specjalne w tym filmie to (mówiąc delikatnie) nieporozumienie.

„AmbaSSada” (168 tys.), „Last Minute” (160 tys.), „Podejrzani zakochani” (138 tys.) – o pierwszym pisałem wyżej, drugi to wtopa tym bardziej bolesna, że sfinansowana w całość z kieszeni prywatnych inwestorów. Równanie Patryk Vega + komedia nie kojarzy się dobrze. „Podejrzani zakochani” przy budżecie 3,6 miliona też polegli. Nastał zmierzch polskich komedii. Wreszcie!

„Dzień Kobiet” – 52 tysiące widzów. „Co? Pierwsze słyszę?”. Nie dziwię się. Ale dlaczego akurat ten film jest rozczarowaniem? Wypuszczono go w 140 kopiach, czyli ktoś, gdzieś liczył na solidną (może nawet 300 tys.) frekwencję. Dla porównania na Papuszę, która była dystrybuowana w 93 kopiach poszło 100 tysięcy. „Drogówka” – hicior była z kolei w 167 kopiach, a przyciągnęła 1 mln. Przyczyna: oprócz plakatu „polskiej Erin Brockovich” nie kojarzę jakiegokolwiek zabiegu marketingowego.

„Baczyński” (88 tys.) i „Dziewczyna z szafy” (91 tys.) – po 136 kopii, a żadne z nich nie przyciągnęło nawet 100 tysięcy. Okoliczności łagodzące: dla przeciętnego widza, który tylko rzuci okiem na plakat i opis fabuły, filmy wydają się wyjątkowo nieinteresujące. Chyba nikt nie spodziewał się wielkiego sukcesu. Prawda? To po co tyle kopii?


Pozytywne zaskoczenia? Według mnie nie ma żadnych. Większość produkcji wypadła zgodnie z oczekiwaniami. Moimi, nie dystrybutorów. „Drogówka” zgarnęła milion, sam obstawiałbym jakieś 800-900 tysięcy. Polskie kino sensacyjne to produkt rzadki, więc czeka się na niego niecierpliwie. „Bejbi Blues” (423 tys.) w porównaniu do poprzedniego obrazu Katarzyny Rosłaniec – „Galerianek” (579 tys.) – ani nie poległ, ani nie zachwyca. Produkcje filmowo-telewizyjne – „Oszukane” (425 tys.) i „Mój biegun” (380 tys.) spisały się dokładnie tak, jak powinny. „Syberiada polska” (364 tys.) osiągnęła optymistyczną wersję granicy swoich możliwości. Natomiast „Chce się żyć” (284 tys.) to z jednej strony wynik dobry, jak na kino autorskie o trudnej tematyce, ale z drugiej gdyby nie afera, to może wypadłby nawet lepiej.

Dobrze poradził sobie „Układ zamknięty” (591 tys.), a co lepsze – ta produkcja powstała bez udziału PISFu. Da się? Pewnie.


Podsumowanie podsumowania

Polskie komedie przepadły z kretesem. Ten gatunek jest spalony na jakiś czas. Za dużo gniotów nas nabrało, by można było dalej naiwnie wierzyć w „luźny, sympatyczny seans”. Polski box office 2013 powiedział im stanowcze „NIE”. Na prowadzenie wysunęły się natomiast film sensacyjny, thriller i kryminał. Liczba pojedyncza jak dotąd, ale może wreszcie to się zmieni. Pozostają dwa problemy do rozwiązania:

  1. Odzyskanie zaufania widzów do rodzimych produkcji. Trzeba pamiętać, że nie żyjemy już w średniowieczu. Teraz Polacy od maleńkiego są wychowywani na zagranicznych (amerykańskich) produkcjach, które stały się synonimem rozrywki i jakości. Nikt już nie łyknie obrazu, który ustępuje im poziomem, zarówno od strony realizacyjnej, jak i zwyczajnego scenariusza, który miałby ręce i nogi.
  2. Marketing. Pokażcie mi polski film, który był promowany od początku do końca tak samo dobrze, jak hollywoodzkie produkcje (czytaj: potencjalni odbiorcy wiedzieli o premierze z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a nie tydzień przed). Śmiało. Zaskoczcie mnie. Za miesiąc wchodzi „Jack Strong”, o którym oprócz zwiastuna nic nie słychać. Czy w ogóle w Polsce ktokolwiek zajmuje się marketingiem filmów w sposób inny niż puszczenie spotu w telewizji i rozwieszenie plakatów tuż przed premierą?

Kwestię tę pozostawiam otwartą.