Constantine – zwiastun koszmaru

constantine-poster„Constantine” z 2005 roku to jeden z tych filmów, które uwielbiam. Krytycy i większość widzów są innego zdania, określając go w najlepszym wypadku jako mniej udaną kopię „Matrixa” lub przeciętny horror akcji. Tak już czasem bywa. Jedna kwestia za to nie podlega dyskusji – Tilda Swinton i Peter Stormare dali nieziemski popis aktorstwa.

Po premierze dużo mówiło się o potencjalnym sequelu, nawet pomimo faktu, że film poniósł porażkę finansową w USA (76 mln$ przy budżecie 100 mln$). Na całym świecie zarobił jednak ponad 230 mln$ – całkiem przyzwoita kwota jak na obraz z kategorią wiekową „R”. Minęło już prawie 10 lat i na kontynuację nie ma co liczyć. Ale szkoda marnować potencjał „Hellblazera” i John Constantine musiał powrócić. Tyle, że na mniejszy ekran.

Serial wydawał się rozsądną decyzją – więcej czasu na zbudowanie i poprowadzenie postaci, możliwość odtworzenia specyficznego klimatu z komiksu itp. Zresztą od sukcesu „Zagubionych” telewizyjne produkcje wróciły do łask, a hity pokroju „Breaking Bad”, „Gry o Tron”, „House of Cards” oraz wiele innych odebrały kinom monopol na dostarczanie widzom rozrywki na poziomie.

Za kamerą pilota stanął Neil Marshall („Dog Soldiers”, „Zejście”), a przed – nowa twarz – Matt Ryan. Pierwsze zdjęcie w charakteryzacji przypadło do gustu fanom komiksowego pierwowzoru. Co jak co, ale dokładnie tak powinien wyglądać John Constantine.

Constantine_keanu_reeves

Keanu Reeves jako Constantine

Constantine_serial_matt_ryan_

Po prostu John Constantine


To jest to!
Czyżby? Na początku tygodnia serial „Constantine” dostał zwiastun, a ja kilka dni dochodziłem do siebie po traumie jaką mi zafundował. Próbowałem znaleźć w sieci choćby wzmiankę, że jest to tylko fanowska produkcja, ale nic z tego. Internet rzecze, że oto oficjalny – koszmarny – trailer serialu, który zadebiutuje w NBC jesienią tego roku.

Za jakie grzechy?
Fani ciskali gromy na film Francisa Lawrence’a i nadal będą to robić, tak długo jak Keanu Reeves będzie czarnowłosym Amerykaninem w garniturze, a nie brytyjskim blondynem w charakterystycznym prochowcu. Zresztą zdjęcia mówią same za siebie. A co się dzieje, gdy oderwiemy się od nieruchomych fotosów i naciśniemy „play”?

  1. Matt Ryan na zdjęciach zrobił duże nadzieje, ale w trailerze to jakaś popierdółka. W dodatku rzucająca czerstwymi onlinerami, odarta z cynizmu, na siłę próbująca zgrywać antybohatera. Jedna z pierwszych, żałosnych scen, gdy gadając sam do siebie, odmawia walki z demonem, odwraca się w stronę kamery, wzdycha i jednak ciska nim/nią o ścianę jest zwyczajnie słaba. Keanu-Constantine wytarłby nim podłogę jak Balthazarem.
  2. Klimat? Zwiastun sugeruje, że zarówno z filmem, jak i z komiksem, ten półprodukt będzie miał niewiele wspólnego. Wiecie natomiast co mi to przypomina? Lamerskie, nieprzekonywujące aktorstwo, nijakie-czarnowłose, młode dziewczyny i efekty specjalne trzeciej kategorii? Serial „Hannibal” skrzyżowany z „Pięknymi Istotami” + „Dary Anioła: Miasto kości” na deser. Co jest, że te młode gwiazdki są takie mdłe i niezapadające w pamięć, a w dodatku wyglądają jakby wyszły od tej samej fryzjerki i makijażystki? Nie kupuję tego trendu. A co za tym idzie – nie kupuję „Constantine” w wersji horroru młodzieżowego, którym zalatuje.
  3. Efekty specjalne. Argument, że ekipa nie miała budżetu na miarę „Gry o Tron” HBO nie jest argumentem. Jeśli produkcji nie stać na perfekcyjnie dopieszczoną stronę wizualną, to nic nie stoi na przeszkodzie, by to umiejętnie ukryć. Tak się robiło kiedy CGI nie było powszechne, a każdy koleś z komputerem nie nazywał siebie od razu specjalistą od FX. Do tej pory w cyfrowym kreowaniu świata oraz postaci była w zasadzie jedna reguła: na stop-klatce komputerowe potwory, statki kosmiczne i inne bajery prezentowały się nienagannie, ale wystarczy wprawić je w ruch i czar pryska. Serialowy „Constantine” w najbrzydszym ujęciu z trailera wprowadził nową regułę – jeśli zapauzowane efekty wyglądają sztucznie, to lepiej nie wprawiać ich w ruch.
Constantine_serial_fx_lvl_master

Ujęcie, które mnie przebiło mózg


Pozytywny akcent
Reklama powinna zachęcać, a nie odstraszać. Powyższy zwiastun jest tak tragiczny, że seans pierwszego odcinka serialu może być albo potwierdzeniem jego poziomu, albo (na co odrobinę liczę) pozytywnym zaskoczeniem. W końcu gorzej już nie będzie… Poprzeczka wisi nisko, niech chociaż fabuła nadrobi widoczne gołym okiem braki w realizacji. Może ten Matt Ryan okaże się nie aż taki zły, jak go promują.

Na dzień dzisiejszy jest tylko jeden Constantine. Może wyglądem odstaje od komiksu, ale ma charakter.

 Constantine_serial_mem